Relacja pewnego wydarzenia
on Październik 15th, 2011 at 08:49Ostatnio brałem udział w ślubie moich przyjaciół.
Jako wierzący inaczej bardziej interesowało mnie wszystko dokoła.
To, ktoś się spóźnił, to komuś z zainteresowania przymknęło się oko,
czy ministrant krzątający się ślamazarnie pomiędzy ławami z tacą na drobne.
na swoich aparacikach.
W pewnym momencie moją uwagę przykuł wynajęty fotograf ślubny.
Przemykał się cicho po świątyni. To tu z zakamarka pstryknął zdjęcie.
To wszedł się na górną nawę. To cicho w koncie oparty o statyw gdzieś tam sobie celował.
Niby nic, jednak zadziwiło mnie jak on robi zdjęcia, skoro nic mu nie błyska, a rodzinne aparaciki błyskają, że aż jasno się robi przed oczami.
Stwierdzę jednak, że w świątyni najjaśniej nie było.
Minął jakiś czas, młodzi wrócili z miodowego, spotkaliśmy się więc,
żeby pochwalili się suwenirami.
Na pierwszy rzut poszły foty z wakacji. Piękne plenery i oni, zakochani.
Potem ślub i wesele – najpierw męka przy zdjęć z rodzinnych
aparacików. Co drugie rozmyte, to ciemne że nic nie widać lub błysk z flesza
zakrywał całe zdjęcie. Na koniec wyciągnęli piękny skórzany klaser. Nie było
w nim masy zdjęć, tylko kilkanaście, bądź kilkadziesiąt. Jego oglądanie nie było katorgą.historię. Wszystkie nie za ciemne, nie za jasne, wyraźny pierwszy i drugi plan.
Zaproszeni goście wyraźni i czytelni.
Oglądając ten album przypomniałem sobie cicho przemykającego fotografa,
strzelającego foty z oddali, bez błysków i fleszy. Mogę więc powiedzieć, że profesjonalna
fotografia ślubna, to zarówno trudne rzemiosło jak i odrobina sztuki.






















